BEZPIECZNIK - gazeta szkolna ZSEiI Giżycko

Nieregularnik Zespołu Szkół Elektronicznych i Informatycznych wydawany od 1998 r.

foto/jj1a.jpgW tym numerze postanowiłyśmy zamieścić wywiad z wicedyrektorem naszej szkoły, a jednocześnie wspaniałym nauczycielem - Jerzym Janowskim. Przygotowywałyśmy się do niego długo, a pytania układała cała redakcja. Oto rezultat przeprowadzonej rozmowy

Życie codziennie nas ocenia

W tym numerze "Bezpiecznika" postanowiłyśmy zamieścić wywiad z wicedyrektorem naszej szkoły,
a jednocześnie wspaniałym nauczycielem - Jerzym Janowskim. Przygotowywałyśmy się do niego długo,
a pytania układała cała redakcja. Oto rezultat przeprowadzonej rozmowy.

Ewolucja :)

Maluszek :)Młodzieniaszek :)W naszym wiekuStudencik :)

Czy będąc uczniem Elektryka , myślał Pan o swojej przyszłości związanej z tą szkołą? A może widział Pan siebie w całkiem innej roli zawodowej?

Zacznę od początku mojego spotkania z edukacją. Oczywiście mam na myśli własne kształcenie i moment, kiedy zacząłem uczyć innych. Będąc uczniem szkoły podstawowej, a była to "giżycka dwójka", myślałem, że zostanę chemikiem. Jednak w końcu postanowiłem zostać elektrykiem. Po ukończeniu podstawówki i zdaniu egzaminu wstępnego do szkoły rozpoczęła się moja historia z naszą szkołą , był to 1972r. Trwało to tylko całe sześć lat, nie dlatego, że szło mi źle. Ukończyłem "zawodówkę", następnie technikum w 1978r. Krótkie dwa lata wojska a następnie pierwsza praca, oczywiście w swoim zawodzie, od 1980r. To wtedy uczyłem się być elektrykiem. Moim kierownikiem, a jednocześnie osobą, przy której szlifowałem swoją wiedzę zdobytą w szkole, był mój były nauczyciel z technikum. Przez dziesięć lat, które minęły w zakładzie przemysłowym, często zapraszano mnie do szkoły na Dni Techniki, by uczniom przedstawiać zagadnienia związane z wykonywanym zawodem elektryka, jak również z wynalazczością w praktyce elektryka. Pod moją opieką na praktykach zawodowych przebywali wiele razy uczniowie naszej szkoły. Te kontakty ze szkołą w końcu doprowadziły mnie do przekonania, że nauczyłem się tak dużo, że mogę uczyć innych. Nigdy będąc uczniem Elektryka nie myślałem, że tutaj wrócę i to jako nauczyciel. Jak sami widzicie, to większość mojego życia związane jest z Elektrykiem.

Legitymacja szkolna

Jakim uczniem Pan był:
pilnym i przykładnym, czy może...?

..... byłem ..... uczniem zdyscyplinowanym, pilnym i obowiązkowym. Teraz mogę się przyznać, że wolałem zajmować się organizowaniem różnych imprez w szkole, uciekając od obowiązku siedzenia w ławce. Nie byłem jednak członkiem samorządu szkolnego ani klasowego. Brałem udział w przygotowywaniu razem z kolegami i koleżankami, pod kierunkiem naszych polonistów różnych inscenizacji teatralnych. Tych z moim udziałem było mnóstwo, np. Dzień Kobiet, Dzień Nauczyciela, akademie z różnych okazji. Mimo iż było nas sporo w klasie, to ja występowałem w roli "konferansjera", "recytatora", "aktora". Przychodziło mi to z łatwością, ponieważ scena nie wpływała na mnie stresująco.

Czy często "zrywał" się Pan z lekcji?

Myślę, że zadając to pytanie macie na myśli wagary. Nie były to indywidualne ucieczki (śmiech). Były to ucieczki zbiorowe, ale każdą trzeba było odpracować. Klasa po takiej ucieczce miała do zrzucenia np. 30 ton koksu do piwnicy w internacie. Zdarzyło się to kilka razy przez te sześć lat w szkole (śmiech).

Jak wspomina Pan swoich dawnych nauczycieli?
Z którymi miał Pan najlepszy kontakt?

Nauczycieli, którzy mnie uczyli, uważałem za fachowców, za autorytet, który w jakiś sposób trzeba w swoim przyszłym życiu naśladować. Z każdej lekcji starałem się wynieść jak najwięcej. Wszystko to, co było przekazywane na lekcjach zawsze zostawało w pamięci lub w zeszytach - niektóre trzymam do dzisiaj. Zaglądając do starych zeszytów, w których są moje rysunki, dziwię się, kto je tam umieścił (śmiech). Nauczycieli, których mógłbym wspominać, już wśród nas nie ma.

Które czasy wspomina Pan najlepiej: szkoła podstawowa, szkoła średnia czy studia?

Skoki

Każdy z tych okresów ma swoje niepowtarzalne czasem miłe, czasem przykre wspomnienia. Pamięć przeważnie pozostawia te miłe. W szkole podstawowej - pierwsze miłości, pierwsze bójki, pierwsze poważne decyzje, pierwsze sukcesy. W tym czasie pokazywałem się ze strony aktywnego sportowca. Lubiłem skakać wzwyż. W piątej klasie, przy wzroście zaledwie 140cm potrafiłem skoczyć nawet 160cm - byłem reprezentantem szkoły na różnych zawodach. Szkołą średnią było Technikum Elektryczne. W roku 1973, wędrując do szkoły z ulicy Warszawskiej przez ul. Kętrzyńskiego, spotkałem dziewczynę, która jest obecnie moją żoną. W Wyższej Szkole Suwalsko - Mazurskiej zdobyłem licencjat, a na Uniwersytecie Warmińsko - Mazurskim - tytuł magistra. Wspomnień ze studiów nie mam, ponieważ były to studia niestacjonarne. Dzieliłem czas między domem, pracą a studiowaniem- dojeżdżałem na uczelnię.

Jak z Pana punktu widzenia zmieniła się szkoła na przestrzeni czasu, czy rozwija się w dobrym kierunku?

Szkoła zdecydowanie rozwija się w dobrym kierunku. Gdy się tu uczyłem, było tu tylko technikum elektryczne i zasadnicza szkoła zawodowa. Z biegiem lat w szkole tworzone były kierunki przygotowujące młodzież w różnych zawodach. Teraz kierunków jest znacznie więcej, tj. technik ekonomik, informatyk, elektronik, teleinformatyk, mechatronik. Widać więc, że szkoła po prostu stawia na zawody przyszłości, co jest najlepszym dowodem tego, iż rozwija się w dobrym kierunku. Stara się uczyć i przygotowywać młodych ludzi do życia, zawodu. Od zawsze kształci na wysokim poziomie, dobrych fachowców. Uczy dyscypliny, punktualności, odpowiedzialności i samodzielności w przyszłym życiu. Właśnie do tego każdy nauczyciel przygotowuje młodych ludzi. Teraz, po tylu latach od zakończenie nauki w szkole, z całą powagą mówię, że szkoła i dom rodzinny uczą nas najwięcej.

Jak to jest być dyrektorem swoich dawnych nauczycieli?

W tej chwili jest to bardzo fajne, ponieważ są to moi koledzy i moje koleżanki z pracy. Gdy rozpoczynałem pracę tutaj w roku '90-tym, i zobaczyłem znane mi twarze, moich dawnych nauczycieli, to poczułem pewien respekt. Zaczęło mnie zastanawiać, jak będę do nich mówił, jak będę się zachowywał w ich obecności. Przecież to już nie są moi nauczyciele, którzy mnie oceniali, ale są to osoby, z którymi pracuję. Teraz będą mnie oceniać jako pracownika, a nie jako ucznia. Kontakty z tymi osobami , do tej pory, są bardzo przyjazne. Moją wychowawczynią w szkole średniej była pani Eliza Markiewicz, która także przyjmowała mnie do pracy - już w charakterze nauczyciela. Większość moich pedagogów już nie żyje lub jest na emeryturze, ale kilku jeszcze spotkamy w Elektryku.

Dyrektor Jerzy Janowski fot:Barykada

Czego w funkcji dyrektora jest więcej przywilejów
czy obowiązków?

Zdecydowanie obowiązków. Przywileje zaś tworzą się same. Gdy uczniowie mieli ferie, siedziałem za biurkiem w szkole do późnych godzin wieczornych. W ciągu tych dwóch tygodni pozwoliłem sobie na jeden dzień odpoczynku.

Czy ciężko jest być jednocześnie nauczycielem
i dyrektorem? Jakie napotyka się problemy?

Niełatwo jest pełnić funkcję dyrektora i nauczyciela jednocześnie. Ciągle zadawane pytanie "co jest jeszcze do wykonania", każdego dnia zajmuje myśli. Mam wyrzuty sumienia, gdy traktuję niektóre lekcje luźniej niż przed objęciem stanowiska wicedyrektora. Posada ogranicza swobodę. Przygotowania do lekcji zajmują wiele czasu, odbywają się w domu, w późnych godzinach nocnych.

Jakimi zasadami kieruje się Pan przy ocenianiu uczniów?

Te zasady znane są każdemu z nas, mam na myśli WSO i PSO. Od tych zasad nie można odbiegać. Zaangażowanie, wiedza i umiejętności ucznia są najważniejsze. Dorosłe życie codziennie nas ocenia swoimi kryteriami.

Mógł Pan spełnić się w różnych rolach życiowych: syna, męża, ojca, nauczyciela, dyrektora.
Która z nich jest Panu najbliższa?

Tutaj kolejność ról jest taka jak w normalnym życiu. Jestem synem dla moich rodziców, mężem mojej żony, ojcem czwórki "kapitalnej gromadki", dziadkiem maleńkiej Hani. Nauczycielem jestem już 19 lat, a funkcję wicedyrektora sprawuję zaledwie od jednego semestru. Każdą z tych ról traktuję za najbliższą mojemu sercu.

Jaki wpływ ma na Pana rodzina?

Lubię przebywać z moimi najbliższymi, lubię rozmawiać o różnych problemach, cieszyć się sukcesami, lubię wspólne posiłki przy okrągłym stole. Razem rozwiązujemy wszystkie problemy, te małe i te duże. Dlatego rodzina jest dla mnie najważniejsza.

Nasze redaktorki z Jerzym Janowskim fot: Barykada

Jakie jest Pana największe marzenie, które się jeszcze nie spełniło?

Każdy dzień przynosi marzenia. Konkretnie sprecyzowanego nie mam. Chciałbym, tak jak wszyscy, tradycyjnie opłynąć lub przejechać dookoła Ziemię, lecz nie sam, tylko z kimś, kto jest moim najlepszym przyjacielem, z moją rodzinką, ze swoimi znajomymi, ale przecież ... najważniejsze jest być szczęśliwym - czego i Wam życzę z całego serca.

Życzymy spełnienia Pańskich wszystkich marzeń i sukcesów w pracy zawodowej.

Anna Steć i Agata Rodziewicz

Zdjęcia, portret, karykatura: Marcin Waryszak

portretKarykatura autor:M. Barykada
Powrót do strony tytułowej Bezpiecznika nr 39
 ©  "Bezpiecznik" Zespół Szkół Elektronicznych i Informatycznych 2014